Ekonomia – różne punkty widzenia

W świecie zachodnim kapitalizm jest dominującym systemem. Oczywiście istnieje wiele krajów, w których silne są rozwiązania socjaldemokratyczne, ale tak czy inaczej najczęściej spotyka się tylko dwie formy własności – publiczną i prywatną. Mało kto zdaje sobie sprawę, że na przestrzeni dziejów powstało wiele koncepcji alternatywnych dla systemów socjalistycznych, kapitalistycznych i mieszanych. Ich autorzy udowadniali, że możliwe do wdrożenia są inne modele posiadania, takie jak np. spółdzielczość. A nowe podejścia nie dotyczą jedynie tej kwestii, poruszają także tematykę charakterystyczną dla takiej dziedziny jak ekonomia, czyli wymiany walutowej oraz kredytu – tak jak w omawianej w dalszej części cykli koncepcji kredytu społecznego autorstwa Clifforda H. Douglasa.

Punktem wspólnym wszystkich omawianych idei jest kontestacja zastanego porządku, która przeradza się w chęć zmiany. To brak zgody na nierówności, niesprawiedliwość i przemianę społeczeństwa w chmarę rywalizujących ze sobą samolubnych jednostek. Nie jest to tak gorący żar rewolucyjny, jak u teoretyków i praktyków socjalizmu, niemniej niektóre propozycje (np. kredyt społeczny) w zasadzie wywracają do góry nogami cały system. Inne koncepcje nie mają ambicji reformatorskich, wtapiają się po prostu w rzeczywistość, stając się jej częścią. Tak jest w przypadku instytucji spółdzielczych, które przecież w Polsce – i nie tylko – istnieją i mają się całkiem dobrze. Bazują one na pośrednim modelu własności – gdzieś pomiędzy prywatnym a publicznym – i współistnieją z nastawiony wyłącznie na zysk firmami, a nawet potrafią z nimi konkurować.

 

Pojawia się pytanie: dlaczego warto czytać o tych wszystkich pomysłach? Powód jest prosty – aby rozwinąć w sobie krytyczne myślenie na temat zastanego systemu. Nie jest on bowiem dany nam z góry, święty i niezmienny. Trzeba mieć świadomość, że istniały i dalej istnieją inne spojrzenia na ekonomię, które mimo przegranej w starciu ideowym pozostają wciąż świeże i warte rozważenia. Niektóre z nich – jak te ujęte w szerokiej kategorii ekonomii społecznej – są ciągle rozwijane przez teoretyków i wdrażane przez praktyków. Nie warto zamykać sobie umysłu na inne podejścia – zwłaszcza wtedy, gdy otaczający świat tak często rozczarowuje.

 

Już Karol Marks zauważył, że zanim klasa robotnicza podejmie jakiekolwiek działania, musi zostać rozbudzona w niej samoświadomość. Abstrahując jednak od nieco zmurszałych idei niemieckiego filozofa, trzeba przyznać, że tu miał rację. Żadna głębsza zmiana nie nastąpi, o ile ludzie nie uświadomią sobie swojego położenia oraz istnienia możliwości jego poprawy. Jeżeli nie odkryjemy alternatywnych dróg, jakie proponowali i dalej proponują myśliciele, system na zawsze pozostanie skostniały. Nie chodzi tu tylko o bezrefleksyjne przyjmowanie nowych idei, a o stymulację do własnych rozmyślań. To, że nawoływania do zastanowienia się nad zastanym porządkiem nie są walką z wiatrakami, widać na przykładzie przedsiębiorców, którzy zrzeszają się w celu tworzenia lokalnej waluty. Namacalne rezultaty widać także, gdy czyta się doniesienia o właścicielach firm, którzy porzucają skostniałe myślenie o zysku jako o jedynym celu prowadzenia działalności. Postrzegają oni swoje miejsce w społeczeństwie nie wyłącznie przez pryzmat korzyści, ale i obowiązków – nie tylko w formie podatków, lecz również wspierania osób słabych oraz wykluczonych. Interesujące jest także to, w jaki sposób omijają oni standardowe rozwiązania (np. kredyt w banku), tworząc własne, nastawione na obopólny profit, wspomagające innych. Są to inicjatywy oddolne, społeczne.

 

O ile koncepcje waluty lokalnej i ekonomii społecznej odnoszą się raczej do małych społeczności, tak już kredyt społeczny, crowdfunding i crowdsourcing  obejmują swym zasięgiem wielkie grupy ludzi. Te dwie ostatnie idee nie powstałyby, gdyby nie istniał Internet. To bardzo interesujące, jak rozwój technologii sieciowej wpływa na ekonomię, z jednej strony umacniając władzę korporacji, a z drugiej dając cały wachlarz możliwości tym, którzy pragną – w większym lub mniejszym stopniu – zmienić system. Zauważmy jednak, że ten potencjał cyberprzestrzeni nie został jeszcze wykorzystany. Widać co prawda małe kroczki – takie, jak powstanie platform crowdfundingowych i crowdsourcingowych – ale to ciągle mało. Szumnie zapowiadana demokracja internetowa nigdy nie powstała.

 

Społeczność wirtualna jednoczy się rzadko i tylko w pojedynczych sprawach, a zrywy te rzadko są przekuwane w trwałe ruchy polityczne. Jeśli już powstanie jakaś zinstytucjonalizowana inicjatywa, zwykle jest ona efemeryczna i niestabilna. Niektórzy przywołują przykład Arabskiej Wiosny Ludów oraz protestów w Turcji – zauważmy jednak, że tam Twitter i Skype były wykorzystywane po prostu jako bezpieczne kanały komunikacji, a nie jako narzędzia do zarządzania i instytucjonalizowania spontanicznych zrywów ludności. Ruch Occupy Wall Street jest raczej przelotną modą i kanalizacją rozgoryczenia młodych ludzi, jego szanse na wejście w system polityczny są znikome, nie mówiąc już o realnych zmianach w porządku ekonomicznym. Nie oznacza to naturalnie, że zmiany dokonane za sprawą Internetu są zupełnie nieznaczące. Trzeba docenić wpływ technologii na powstanie i rozwój inicjatyw oddolnych, tworzonych przez małe społeczności – doskonałym przykładem jest tu waluta lokalna. Cyberprzestrzeń działa także pośrednio, jako medium rozprzestrzeniania się alternatywnych idei ekonomicznych, a także jako platforma (największa w historii) dyskusyjna – miejsce ścierania się i formacji poglądów.

 

Podsumowując wprowadzenie do tematu, trzeba zauważyć, że pierwiastek społeczny, kolektywistyczny jest tutaj kolejnym elementem wspólnym wśród omawianych podejść. Zarówno w teorii kredytu społecznego sprzed stulecia, jak i nowoczesnym crowdfundingu internetowym najważniejsze jest uczestnictwo szerszych mas. Chodzi o aktywną partycypację, poczucie, że wpływ na rzeczywistość jest możliwy. To podejście zakładające zniesienie podziału na świat tych, co mają i mogą, i tych, co nie mają i nie mogą – albo w szerokim kontekście (teoria kredytu społecznego), albo w wąskim wycinku rzeczywistości (crowdfunding). Ma to źródło w pracach Marksa, którzy mówił, że kapitał definiuje stosunki międzyludzkie. W późniejszych, czerpiących z jego myśli koncepcjach da się zauważyć odniesienia do ogólnoludzkiej wspólnoty. Kolektywistyczną i partycypacyjną ideę zawarł Clifford H. Douglas w swojej teorii kredytu społecznego, postulując totalną zmianę funkcjonowania ekonomii kapitalistycznej, która w nieunikniony sposób tworzy nierówności, wyrzucając tym samym całe grupy poza nawias społeczeństwa. Co ciekawe, emanację takiego podejścia można dostrzec nawet w – wydałaby się błahej – kwestii crowdfundingu w branżach elektronicznej i rozrywkowej. Dzięki kampaniom zbierania funduszy na wynalazki technologiczne i gry wspiera się tych uzdolnionych ludzi, którzy z powodów strukturalnych (pieniądze, dojścia i inne zasoby) mają utrudnioną możliwość realizacji swoich wizji. A mikroinwestorzy w zamian dostają szereg korzyści – głównie w postaci wpływu na tworzony projekt. Rozbija się w ten sposób monopol wielkich korporacji. Poboczną korzyścią z crowdfundingu jest otwarcie pewnego wycinka (małego, ale jednak) rzeczywistości na kolektywne działanie. To swoista demokratyzacja biznesu – niemi otrzymują głos i wpływ, a biedni – pieniądze i tym samym szansę na realizację marzeń.
Jak widać, idea nowego, lepszego świata nie umiera nigdy. Zapraszamy do zapoznania się z naszym cyklem, w którym prezentujemy najciekawsze koncepcje dotyczące alternatywnej ekonomii – kto wie, może pobudzą one was, drodzy czytelnicy, do refleksji i działania.

Zobacz też:

Z 3B

Zaliczki na podatek dochodowy

VAT ZZ